Farmaceuci chcą aptek
Farmaceuci chcą aptek

Farmaceuci chcą aptek

Opublikowany

Wielu farmaceutów, oglądających obrady parlamentarnego zespołu ds. regulacji rynku farmaceutycznego, musiało przecierać oczy ze zdumienia...

W starciu między farmaceutami i właścicielami sieci aptecznych, w które przerodziły się spotkania parlamentarnego zespołu ds. regulacji rynku farmaceutycznego, padały różne argumenty. Takie, które wcześniej wyczytać można było w mediach lub usłyszeć w dyskusjach, ale i zupełnie nowe. Do tych ostatnich należało stwierdzenie (a w zasadzie przyznanie się sieci, do tego, co obserwujemy w praktyce), że prowadzenie apteki to biznes, a więc domena przedsiębiorców, farmaceuci powinni natomiast skupić się na tym, co robią najlepiej, a więc na obsługiwaniu pacjentów. Tak uznawali, oczywiście, biznesmeni, którzy w ostatnich latach weszli na rynek farmaceutyczny zupełnie nie zauważając, że nie przez dziesiątki, ale przez setki lat dawał on sobie radę bez przedsiębiorców, którzy choć na lekach zupełnie się nie znają, to postanowili właśnie na nich się dorobić, traktując je jak każdy inny towar.

Dziś, gdy przyszłość ich biznesów wydaje się nieco mniej świetlana, gdy rozpoczęto prace nad uporządkowaniem rynku i przywróceniem aptekom oraz aptekarzom ich właściwego statusu, gorączkowo szukają argumentów dla utrzymania obecnego status quo. Czasem posuwają się w tym do absurdu.

Bezrobocie – nietrafiony argument

Z jednej strony straszą więc bezrobociem wśród farmaceutów. Grzmią, że jeśli planowane zmiany w Prawie farmaceutycznym wejdą w życie, a nadzór farmaceutyczny uporządkuje sprawy, których do tej pory nie dość pilnował (i z powodu zaniechań, i z braku środków oraz ludzi) wiele aptek zostanie zamkniętych i farmaceuci trafią na bruk.

To nietrafiony argument, bo dziś na statystyczną aptekę przypada mniej niż dwóch farmaceutów, a przecież apteki pracują na zmiany, do tego w dużych placówkach zatrudnionych jest czasem kilku farmaceutów. A to oznacza, że są apteki, w których farmaceuty niewątpliwie nie ma przez cały czas pracy placówki. Gdyby więc wszystkie istniejące dziś apteki miały właściwą obsadę, okazałoby się, że farmaceutów brakuje (o tym mówią przecież sami farmaceuci). Idąc dalej tym tropem należałoby stwierdzić, że nawet zamknięcie niektórych aptek nie mogłoby spowodować nagłego bezrobocia wśród przedstawicieli tego zawodu.

Opieka czy zachęcanie do zakupu?

Inna kwestia – sieci dowodziły w czasie spotkań zespołu, że to jedynie w ich aptekach pacjent jest właściwie obsługiwany, że to jedynie one świadczą wysokiej jakości usługi, i tym stwierdzeniem wywołując zdumienia, ale i oburzenie wśród farmaceutów.

Jak sieci wyjaśniały to twierdzenie?

Tym, że w innych aptekach farmaceuta siedzi na zapleczu i zajmuje się tym, na czym się nie zna, a więc zamawianiem leków, papierami, księgowością. One od tego mają natomiast pracowników biurowych. Czy rzeczywiście taka jest struktura zatrudnienia w aptekach sieciowych? W praktyce to ich tajemnica, informacja, którą mógłby potwierdzić lub zdementować nadzór farmaceutyczny bądź inspekcja pracy.

Jednak – nawet gdyby tak było i w aptekach sieciowych zatrudnieni byliby tacy biurowi pracownicy, czy byłoby to równoznaczne z tym, że w aptekach sieciowych pacjent ma rzeczywiście do czynienia wyłącznie z magistrami farmacji? Choć po deklaracji, która padła na spotkaniu zespołu można by odnieść takie wrażenie, to już po wizytach w aptekach sieciowych niekoniecznie – pacjentów często obsługują w nich technicy farmaceutyczni.

Nadużyciem jest też odwrotne twierdzenie, że w aptekach należących do farmaceutów, farmaceuci siedzą wyłącznie na zapleczu. Wręcz przeciwnie – szczególnie w małych aptekach prowadzonych przez indywidualnych farmaceutów, spotka się ich za pierwszym stołem zarówno rano, w południe, jak i po południu, a zamówienia i papiery załatwiają, gdy nie ma pacjentów. Co do opieki farmaceutycznej również nie należy, a nawet nie wolno generalizować, jednak twierdzenie, że stoi ona na wyższym poziomie w aptekach sieciowych jest po prostu obraźliwe dla farmaceutów. Nie ma przecież wątpliwości, że większość przedstawicieli tego zawodu stara się wykonywać swoją pracę jak najlepiej, kierując się dobrem pacjenta.

Czy jednak mogą tak postępować, jeśli nakłada się na nich obowiązek sprzedania statystycznemu pacjentowi produktów za określoną kwotę lub leku, który sieć apteczna akurat nabyła w okazyjnej cenie na podstawie umowy z producentem?

Mylenie opieki farmaceutycznej z polecaniem pacjentom produktów, których oni nie potrzebują, ale które chce sprzedać właściciel lub menedżer apteki, nie świadczy dobrze o wypowiadających takie słowa. Takie polecanie pewnych produktów, zachęcanie do ich kupna, nawet jeśli towarzyszy temu miła rozmowa, nie ma nic wspólnego z opieką farmaceutyczną.

Na spotkaniu zespołu jedna z przedstawicielek sieci posunęła się nawet dalej – stwierdziła iż ma badania, z których wynika, że tylko w aptekach jej sieci, pacjentowi zadaje się wszystkie pytania, które przy wydawaniu leku powinny być zadane. Kto, w jaki sposób, na jakiej próbie, kiedy i gdzie wykonał takie badanie już jednak nie zdradziła.

Kto chce wejść w spółkę?

Podobnie jest z kwestią, od której zaczęliśmy ten artykuł. Na kolejnych spotkaniach zespołu pojawiał się wątek niechęci farmaceutów do posiadania swoich aptek. Z wypowiedzi przedstawicielki jednej z sieci wynikało, że farmaceuci wcale nie chcieliby przejąć aptek od sieci.

Dywagacje na ten temat są obecnie czysto teoretyczne, obowiązek współudziału farmaceuty we własności każdej apteki na razie bowiem nie istnieje – o zapisie, który miałby do tego prowadzić dopiero się przecież dyskutuje. Temat jest jednak gorący, bo takie rozwiązanie oznaczałoby rewolucję na aptecznym rynku.

A scenariusze, gdyby taki przepis wszedł w życie, mogłyby być różne. Niektóre sieci, ale także niefarmaceuci prowadzący dziś apteki, mogliby łatwo znaleźć wspólników – farmaceutów, dzięki którym ich placówki mogłyby dalej funkcjonować. Inni mogą już mieć problemy ze znalezieniem wspólników.

Przyczyną może być wygórowana, nierealna cena, zła lokalizacja (tzw. droga lokalizacja lub „drzwi w drzwi” z inną apteką). Jednak, z uwagi na to, że sieci krzyczą o wywłaszczaniu i opowiadają o milionowych odszkodowaniach za apteki, prawdopodobne wydaje się, że niektóre z nich nie będą chciały dopuścić farmaceutów do współpracy i zechcą w całości odsprzedać swoje apteki.

Sieci lansują jednak tezę, że farmaceuci nie chcą przejąć aptek. Wniosek ten płynąć ma z rozpytywania przeprowadzonego wśród farmaceutów (o czym mówili właściciele sieci) oraz z badania TNS.

Jeden z właścicieli sieci poinformował więc uczestników spotkania, że zapytał swych pracowników, kto chce wejść z nim w spółkę i wykupić 51 procent udziałów tej sieci – nie było chętnych. Przedstawicielka innej sieci ponoć bardziej drążyła temat, ale wstępne deklaracje szybko topniały, gdy farmaceutom postawiono, z jakimi obciążeniami wiąże się prowadzenie apteki. Zabrzmiało to arogancko, bo wyszło na to, że farmaceuci – bez pomocy sieciowych specjalistów – nie mają pojęcia o prowadzeniu aptek.

Sieci podobny wniosek wysnuły też z badania TNS – wynika ponoć z niego, że w pierwszym odruchu gotowy do przejęcia udziałów w aptece był co trzeci (35 procent) pytany farmaceuta, ale gdy przedstawiono im koszty takiego przedsięwzięcia – skłonność do takiego przejęcia zmalała do 12 procent. Właśnie ten wynik miał dowodzić, że w przypadku zmiany przepisów i obowiązkowego udziału własnościowego farmaceutów we wszystkich aptekach, część placówek zostanie zamknięta, bo nie będzie chętnych do ich przejęcia.

Nie chcą? Pewnie, że chcą!

Tu pojawia się jednak poważna wątpliwość, co do wartości zaprezentowanego badania, a także – co do wyciągniętych z niego wniosków. Po pierwsze dlatego, że – jak ustaliliśmy w TNS – badanie zostało przeprowadzone na zlecenie PharmaNet, czyli jednej ze stron sporu. Nie wiadomo więc, kiedy i na jakiej próbie zostało wykonane badanie (czy jest to próba reprezentatywna dla środowiska farmaceutycznego), jakie apteki objęło oraz jakie faktycznie pytania zadano farmaceutom. Nie poznaliśmy też wyników badania, a jedynie jego fragmenty opublikowane przez dziennik „Rzeczpospolita”. To zbyt mało, by posługiwać się nimi w dyskusji, odnosić do nich i na ich podstawie formułować dalsze wnioski.

Ponieważ badanie zlecone zostało na zamówienie organizacji reprezentującej sieci, a sieci szacują wartość każdej apteki na milion złotych, mamy i drugi powód, by wątpić w wartość tego badania. Przy założeniu, że w badaniu taką właśnie wartość podawano farmaceutom jako rzeczywistą wartość apteki, przesłanki, na podstawie których mieli dokonywać swojego wyboru, były po prostu fałszywe. Milionową wycenę aptek farmaceuci nazywają przecież absurdalną.

Według Naczelnej Rady Aptekarskiej – gdyby uznać ją za realną, farmaceuci prowadzący własne apteki byliby milionerami, a tak nie jest. To stanowisko NRA sieci pośrednio same potwierdzają – Konfederacja Pracodawców Lewiatan, której członkiem jest skupiający sieci PharmaNet, wartość pojedynczej apteki określa już „tylko” na 500 tysięcy złotych. NRA, biorąc pod uwagę obecne realia rynkowe, szacuje ją natomiast na 200-250 tysięcy złotych i dodaje, że większościowy, 51-procentowy udział w aptece nie stanowi w związku z tym wielkiego wyzwania finansowego.

Jednak nawet gdyby całkowicie poważnie podejść do wyników tego badania, to (przy założeniu, że wcześniej przyjęta bariera finansowa nie istnieje) – 35 procent farmaceutów gotowych kupić udziały w aptekach to rzesza ponad 10 tysięcy osób, a więc całkowicie wystarczająca, by jakakolwiek apteka nie musiała zostać zamknięta z powodu braku farmaceuty – współwłaściciela.

Warte miliony, a podatków nie płacą?

Sieci nie przyjmują tych argumentów do wiadomości, powtarzają, że farmaceuci nie mają środków na kupno udziałów w aptekach, ale przede wszystkim – że nie chcą ponosić odpowiedzialności za ich działalność, bo dobrze im się pracuje u kogoś. To absurdalne twierdzenie, kolejny dowód nieznajomości realiów przez osoby wypowiadające się na spotkaniu parlamentarnego zespołu – farmaceuci obejmując funkcję kierowników aptek biorą na siebie przecież taką odpowiedzialność nie będąc ich właścicielami. To między innymi dlatego młody farmaceuta, który opowiadał uczestnikom spotkania, że praca dla sieci bardzo mu odpowiada, nie wypadł wiarygodnie. Odpowiedział mu inny młody farmaceuta, który stwierdził, że ambicją każdego farmaceuty jest prowadzenie własnej apteki i praca na własne nazwisko, ale obecnie nie ma możliwości, by to marzenie wcielać w życie.

Na moment wróćmy jeszcze do kwestii wyceny aptek – owego spornego miliona złotych. Kwota ta ma, jak tłumaczy PfarmaNet w mediach, dotyczyć ponoć jedynie aptek sieciowych (dlaczego – nie wiadomo) i brać się stąd, że apteki te są w najlepszych lokalizacjach i osiągają znaczne przychody. Co jednak komu po przychodach, skoro koszty ich działalności są tak wysokie, że szereg sieci nie osiąga w związku z tym dochodów. Bo przecież nie mogą ich osiągać, skoro niektóre z nich od lat nie płacą podatków. Przejęcie udziałów takich aptek to – w tym świetle – rzeczywiście nie jest dobry pomysł.


Dwa ostatnie spotkania zespołu (z 20 października i 4 listopada br) można w całości obejrzeć i wysłuchać pod następującymi linkami:

http://www.sejm.gov.pl/Sejm8.nsf/transmisje_arch.xsp?unid=3C44CDB34C932E4FC1258050003186E3
http://www.sejm.gov.pl/Sejm8.nsf/transmisje_arch.xsp?page=1#F16B8D5588291E36C125805F004A32C8.


Źródło:Portal Farmaceutyczno-Medyczny

Kopiuj tekst

Udostępnij

Jak będzie wyglądać apteka za 10 lat? | #AptekaPrzyszłości

Czy apteka w przyszłości stanie się poradnią, a farmaceuta - osobistym konsultantem klienta, będącego zarazem pacjentem? Oto wizja Grupy NEUCA.