Szukanie leku na deficyt leków

Szukanie leku na deficyt leków

Opublikowany

Deficyt leków, choć mało się ostatnio na ten temat mówi, nie jest, niestety, kwestią przeszłości. Według majowego ministerialnego wykazu produktów zagrożonych brakiem dostępności jest ich obecnie aż 187. Czy lekiem na ten problem będzie ustanowienie zakazu jednoczesnego prowadzenia hurtowni farmaceutycznych i przychodni lekarskich? A może rozwiązaniem problemu byłoby ujednolicenie cen leków w unijnych krajach?

Przyzwyczailiśmy się do myśli, że ogniwem odwróconego łańcucha dystrybucji leków są – obok hurtowni farmaceutycznych – apteki. Dziś sytuacja jest już jednak inna – apteki w tym łańcuchu
są często zastępowane przez przychodnie. Niejednokrotnie są to przychodnie powstałe wyłącznie w tym celu, trudno więc w nich o pacjentów. Jak obrazowo opisał to niedawno „Dziennik Gazeta Prawna”, część z nich istnieje wyłącznie na papierze, a drzwi do nich
są zawsze zamknięte.

JEST PRZYCHODNIA, NIE MA PORAD

Zjawisko to – czyli tworzenie przychodni wyłącznie po to, by brać udział w odwróconym łańcuchu dystrybucji leków – dostrzeżono już przeszło dwa lata temu. Radio TOK FM w maju 2015 roku przytaczało historię opowiedzianą przez farmaceutkę z Mazowsza. Mówiła ona, że przyszedł do niej mężczyzna będący przedstawicielem przychodni z propozycją kupna sporych ilości leków. – Zdziwiłam się, gdy podał nazwy. Te leki w hurtowniach są od dawna praktycznie niedostępne. Okazało się jednak, że jest sposób, by je dostać. Przedstawiciel ZOZ-u podał mi nazwę hurtowni i specjalny numer telefonu, pod którym mogłam zamówić to, czego
przychodnia potrzebowała – dodawała farmaceutka. W artykule napisano jeszcze, że w rejestrach od 2014 roku widać bum na zakładanie nowych zakładów opieki zdrowotnej. Jeden z nich, z Dolnego Śląska, nie bawił się nawet w próby bezpośredniego nawiązania kontaktu z aptekarzami, ale wysyłał do aptek w całej Polsce e-maile takiej treści: „Chciałbym z Państwem nawiązać współpracę dotyczącą pozyskiwania leków do przychodni specjalistycznej
na zapotrzebowanie. Jestem kierownikiem takiej przychodni działającej od pół roku”. Dziennikarze TOK FM zadzwonili do tej przychodni i próbowali umówić się do specjalistów. Ponieważ przychodnia chwaliła się posiadaniem wielu poradni, dziennikarze chcieli zapisać się na wizytę do neurologa, endokrynologa, alergologa i innych specjalistów. Nie było takiej możliwości. – Przychodnia nie ma kontraktu z NFZ, więc z niczego nie musi się tłumaczyć – podsumowywali dziennikarze. Dodawali też, że według ich rozeznania, do aptek trafiają czasem zamówienia z przychodni opiewające na setki tysięcy złotych. Odwoływali się do przykładu, gdy przychodnia, która przyjąć miała raptem jedenastu pacjentów, kupowała spore ilości leków w aptekach na terenie całego kraju. Pytani przez nich inspektorzy wojewódzcy podkreślali, że w związku z niepodjęciem działalności niektórym przychodniom grozi wykreślenie z rejestru, ale ten sam podmiot pod inną nazwą może przecież zarejestrować działalność ponownie. 

NADZÓR PODEJRZEWA, WOJEWODA SPRAWDZA

W lipcu minionego roku weszła w życie nowelizacja ustawy o działalności leczniczej (Dz. U. 2016 poz. 960). Dodała ona ustęp 7 do artykułu 111a ustawy. Mówi on, iż do kontroli, o których mowa w ustępie 1 tego artykułu, stosuje się przepisy artykułów 111 i 112 (zakładają one między innymi, że kontrolujący placówki prowadzące działalność leczniczą mają prawo żądać informacji, dokumentacji i wyjaśnień oraz wstępu do pomieszczeń placówki, nakładają w drodze decyzji z rygorem natychmiastowej wykonalności kary pieniężne). Wspomniany artykuł 111a ustęp 1 mówi natomiast, że organ prowadzący rejestr wszczyna kontrolę podmiotu wykonującego działalność leczniczą w przypadku otrzymania informacji określonej w artykule 87 ustęp 6 Prawa farmaceutycznego, a więc gdy poweźmie informację o zbywaniu przezeń leków wbrew zakazowi. W praktyce zwiększa to uprawnienia (obowiązki) inspektorów farmaceutycznych, nakazując im m.in. informowanie właściwego urzędu wojewódzkiego o podejrzeniu, że podmiot leczniczy łamie obowiązujące przepisy prawa. Urząd jest natomiast zobowiązany na podstawie informacji pochodzącej z nadzoru do wszczęcia kontroli i dysponuje uprawnieniami, które pozwalają dociec prawdy, a gdy potwierdzi ustalenia inspekcji farmaceutycznej, może nałożyć na przychodnię dotkliwą karę.
Jak powiedział nam Kazimierz Polecki, wojewódzki inspektor farmaceutyczny w Szczecinie, w praktyce w przypadku znalezienia w aptece zapotrzebowania na leki z przychodni inspektorzy powiadamiają o tym wojewodę, by podległy mu wydział zdrowia przeprowadził kontrolę, biorąc między innymi pod uwagę to, czy wymienione w zapotrzebowaniu leki są ujęte na liście leków zagrożonych brakiem dostępności. – Sam fakt znalezienia takiego zapotrzebowania o niczym jednak nie przesądza, bo zapotrzebowania mają prawo być w obiegu – podkreśla Kazimierz Polecki. – Na podstawie samego zapotrzebowania nie sposób też ocenić, czy zostało ono napisane na własne potrzeby, czy z zamiarem wywiezienia leków z kraju. Stąd wynika potrzeba dokładnego zbadania sprawy. Nasz inspektorat na takie informacje kierowane do wojewodów nie otrzymał jeszcze żadnych informacji zwrotnych.
Wojewódzki inspektor ze Szczecina nie ma przy tym wątpliwości, że w przypadku nieuczciwych przedsiębiorców jednoczesne posiadanie NZOZ-ów i hurtowni farmaceutycznych ułatwia wywóz leków za granicę.

LEPIEJ, ALE NIE SKOKOWO

O poprawie sytuacji wynikającej z wprowadzenia tak zwanej ustawy antywywozowej (nowelizacji Prawa farmaceutycznego) mówi natomiast Paweł Trzciński, rzecznik prasowy GIF. W jego opinii sytuacja poprawiła się, ale wywóz nie został powstrzymany. – Nie znamy rzeczywistej skali problemu, bo łańcuchy dystrybucji tworzone przez kolejne podmioty są trudne do wyśledzenia – podkreśla też Paweł Trzciński. – Nasze odczucia co do poprawy sytuacji budujemy między innymi na tym, że dociera do nas w tej sprawie mniej alarmujących informacji od pacjentów. Nie jest to jednak poprawa skokowa.
Również w ocenie GIF apteki w odwróconym łańcuchu dystrybucji leków zastąpione zostały przez fałszywe NZOZ-y i przez skup leków od szpitali. – W związku z tym zakaz jednoczesnego
prowadzenia przychodni i hurtowni farmaceutycznych jest jakimś rozwiązaniem – dodaje Paweł Trzciński. – Nie mamy jednak wątpliwości, że nasze działania w tej sprawie są jak zabawa w kotka i myszkę, bo podczas gdy zatyka się jedną lukę, ci, którzy leki wywożą, szukają nowych sposobów, by to robić. Takie zmiany obliczone są więc na utrudnienie im życia, nie spowodują jednak, że leki nie będą już z Polski wywożone. Jest to jedna z propozycji zmierzających do uzdrowienia sytuacji, pewien pomysł, ale w tej chwili nawet nie wiadomo, czy w ogóle zostanie wcielony w życie.
Paweł Trzciński podkreśla, że wielkim utrudnieniem w pracy inspekcji jest dziś przedłużanie się wszelkich postępowań sądowych przeciwko podmiotom biorącym udział w odwróconym łańcuchu dystrybucji leków. – Postępowania sądowe przedłużają się, bo przedsiębiorcy przyłapani na udziale w tym procederze oskarżają inspektorów o korupcję i póki trwają sprawy mające wyjaśnić te kwestie, póty postępowania przed sądem nie kończą się, co daje przedsiębiorcom dodatkowy czas, w którym dalej wywożą leki – zwraca uwagę.

ZAGLĄDANIE DO „PORTFELA”

Z punktu widzenia skuteczności przeciwdziałania przez państwo odwróconemu łańcuchowi dystrybucji leków poważnym orężem miało być umożliwienie nadzorowi farmaceutycznemu dostępu do informacji wynikających w akt kontroli skarbowej oraz innych informacji podatkowych objętych tajemnicą skarbową. Uprawnienie to wynika z nowelizacji ustawy o kontroli skarbowej z lipca 2015 roku.
Sprawę tę wiosną minionego roku podkreślała Najwyższa Izba Kontroli. NIK oceniała wówczas, że jest to istotna zmiana w zwalczaniu procederu odwróconego łańcucha. Ta uwaga znalazła się w raporcie, który powstał po kontroli działalności nadzoru farmaceutycznego (kontrola ta odbyła się w roku 2015). Niestety NIK przyglądała się pracy inspekcji wkrótce po wejściu w życie tych przepisów, nie była więc w stanie ocenić, na ile okazały się skuteczne.
Obecnie, a więc po kolejnym roku, ocena tego instrumentu, w każdym razie ocena nadzoru farmaceutycznego, nie jest entuzjastyczna. – Współpracowaliśmy ze skarbówką, ale z jej punktu widzenia ta współpraca okazała się niezbyt opłacalna. Kary, jakie mogła nałożyć na apteki, okazały się nie dość wysokie w stosunku do nakładu pracy potrzebnego do ujawnienia w nich
nieprawidłowości. Fiskus woli wchodzić do takich przedsiębiorstw, w których nałożone kary mogą być dla niego bardziej interesujące. W konsekwencji jest to instrument, który nie zadziałał jak należy. Oczywiście nie oznacza to, że z niego zrezygnowaliśmy, cały czas próbujemy współpracować ze skarbówką – wyjaśnia rzecznik GIF.

RÓWNE CENY – KONIEC PROBLEMÓW?

Brak skuteczności istniejących rozwiązań powoduje, że powraca się również do zarzuconego niedawno pomysłu zrównania cen leków w przynajmniej niektórych krajach europejskich.
– Lecząc chorobę, można bez końca zwalczać jej objawy lub zająć się jej przyczyną – zauważa Marek Tomków, wiceprezes NIA. – Przyczyną wywozu leków są różnice w cenach między różnymi krajami, dlatego póki będą występowały, wywóz będzie trwał. Rozwiązaniem jest zrównanie cen leków w Europie, powrót do koncepcji, którą przedstawił były wiceminister zdrowia Krzysztof Łanda, a która została zakwestionowana przez wicepremiera Mateusza Morawieckiego. Przypomnę, że minister Łanda proponował, by artykuł 15 ustawy refundacyjnej umożliwiał
wydzielanie leków, które zagrożone są nielegalnym wywozem, do odrębnej grupy limitowej. Efektem byłoby podniesienie ich ceny urzędowej, jednak różnice między nowymi a starymi cenami, wcześniej wynegocjowanymi z producentami, producenci ci zwracaliby do NFZ. Zabieg ten nie powodowałby skutków finansowych ani dla pacjentów, ani dla NFZ, czyniłby jednak wywóz leków nieopłacalnym, usuwałby bowiem przyczynę wywozu. Ułatwiałby też pracę nadzoru, bo dużo łatwiejsze jest przecież kontrolowanie kwot, które wpływają do NFZ, niż kontrolowanie wywozu leków. Warto jednak pamiętać, że nawet bardzo dobre rozwiązania prawne nie rozwiążą kwestii słabości inspekcji farmaceutycznej – braku kadr i niskich
uposażeń inspektorów.
Paweł Trzciński zauważa natomiast, że diabeł zawsze tkwi w szczegółach. W tym przypadku ogromne znaczenie miałoby więc to, jak ujednolicić ceny leków w różnych krajach, utrzymując jednocześnie niskie ich ceny w tych państwach, które tak jak Polska wynegocjowały korzystne dla siebie warunki ich zakupu od producentów. – Takie niskie ceny udało się wynegocjować jeszcze ministrowi Bartoszowi Arłukowiczowi. Koncernom farmaceutycznym zależy na tym, by takich rynków jak polski było jak najmniej. Wyrównując ceny do europejskich, trzeba by więc znaleźć takie mechanizmy, by skutki takiego rozwiązania nie były katastrofalne dla budżetu – podkreśla rzecznik GIF.
Inspektor Kazimierz Polecki dodaje natomiast, że potrzebna jest poważna dyskusja, czy stać nas na takie rozwiązanie, by w Europie lub przynajmniej w części europejskich krajów obowiązywały wspólne ceny. – Gdyby płace w różnych państwach były porównywalne, nie byłoby problemu. Jednak nie są, więc w przypadku Polski każda podwyżka cen leków odczuwalna przez pacjentów byłaby strzałem w kolano, bo przestałoby nas być na nie stać – mówi. – Rozwiązanie
jest więc teoretycznie dobre, pytanie jednak, jak wyglądałoby w praktyce. Staramy się, by wszyscy mieli dostęp do leków, więc nie można by zrobić takiego kroku pochopnie, bo wówczas ceny leków w Polsce mogłyby wzrosnąć. A gdyby wzrosły, leki stałyby się niedostępne, a tym samym niepotrzebne na polskim rynku. W efekcie trafiałyby więc do bogatszych krajów, do bogatszych pacjentów, tak jak teraz.

Udostępnij

Co z obrotem pozaaptecznym?

Jednym z ważniejszych problemów rynku farmaceutycznego w Polsce jest pozaapteczny obrót lekami. Kilka miesięcy temu poczuliśmy przedsmak nadciągającej rewolucji,pojawiła się bowiem lista substancji, które po zmianach mogłyby być dostępne poza aptekami. Potem zapadła kilkumiesięczna medialna cisza, którą postanowiliśmy przerwać, pytając Ministerstwo Zdrowia o tę kwestię.