Zemsta na inspektorze

Zemsta na inspektorze

Opublikowany

Takie historie, w których inspektorzy farmaceutyczni zmuszeni są do tłumaczenia się ze swoich działań, zdarzają się nie od wczoraj. Inspektorzy są nie tylko zbywani, a ich wnioski do prokuratury o zbadanie konkretnych działań przedsiębiorców lekceważone, bywają też zastraszani, a nawet oskarżani. Takie sprawy zwykle ciągną się bardzo długo…

W 2003 roku krakowscy farmaceuci emocjonowali się na przykład sprawą zniknięcia z lokalnej hurtowni farmaceutycznej 25 kilogramów efedryny. Jak opisywała wówczas „Gazeta Wyborcza”, najpoważniejsze jej konsekwencje poniósł… ówczesny wojewódzki inspektor farmaceutyczny, który stracił posadę. Wojewoda małopolski tłumaczył dziennikarzowi, że jednym z powodów usunięcia WIF była jego nadgorliwość, fakt, że osobiście brał udział w kontrolach aptek. Sam zainteresowany nie miał wątpliwości, że powodem zwolnienia była jego dociekliwość.

DOCIEKLIWOŚĆ UKARANA

Z „Gazety Wyborczej” dowiadujemy się, że pewna krakowska hurtownia sprzedała efedrynę do innej hurtowni, która jednak nie miała zezwolenia na obrót środkami odurzającymi i z tego powodu nigdy nie powinno dojść do takiej transakcji. Jednak efedryna opuściła krakowską hurtownię, a potem w tajemniczych okolicznościach zniknęła – w beczce, która została zwrócona do krakowskiej hurtowni, była zupełnie inna substancja. Karę poniosła jedynie hurtownia, która zamówiła efedrynę (została zamknięta), krakowska hurtownia nie poniosła natomiast żadnych konsekwencji. Co więcej, upiec jej się miała też wcześniejsza wpadka związana z dystrybucją środków odurzających. Jak podawała „Gazeta Wyborcza”, hurtownia ta wprowadziła na polski rynek kupione za granicą morfinę i kodeinę, podmieniając etykiety, by uchodzić za ich wytwórcę. WIF wstrzymał ich sprzedaż, bo hurtownia nie miała koncesji i warunków do produkcji środków odurzających, jego decyzję zmienił jednak po kilku miesiącach GIF (najpierw przyznał rację WIF, ale później wydał jednorazowe zezwolenie na obrót; funkcję GIF pełniła wówczas Dorota Duliban, która później wsławiła się wydaniem pozytywnej opinii o programie opieki farmaceutycznej, który był w rzeczywistości programem lojalnościowym, traktowanym jako zabroniona reklama apteki i który został ostatecznie zakazany wyrokiem Naczelnego Sądu Administracyjnego

Właścicielka krakowskiej hurtowni publicznie cieszyła się ze zwolnienia małopolskiego WIF, nazywając jego działania zmierzające do wyjaśnienia sprawy szykanami niszczącymi dobre imię jej firmy.

ZGŁOSZENIE PRÓBĄ ZASTRASZENIA

Dwa lata temu o dyskusjach z prokuraturą, które były skutkiem realizowania zadań przez nadzór farmaceutyczny, mówił natomiast Portalowi Farmaceutyczno-Medycznemu Kazimierz Polecki, WIF ze Szczecina. – Problemem rynku aptecznego jest obecnie między innymi przekraczanie dopuszczalnego limitu liczby aptek pozostających w gestii jednego podmiotu lub powiązanych ze sobą firm. Walczymy z tym zjawiskiem, a jego uczestnicy powiadamiają prokuraturę, twierdząc, że nasze stanowisko jest niewłaściwe, przedstawiają swoje interpretacje prawa kompletnie niezgodne ani z jego literą, ani duchem, bo wynika z nich, że tylko w momencie ubiegania się o zezwolenie na otwarcie nowej apteki nie można przekraczać wyznaczonego prawem limitu – tłumaczył. – Gdyby tak rzeczywiście było, wystarczyłoby tylko na chwilę odsprzedawać część posiadanych aptek, a po uzyskaniu następnego zezwolenia, ponownie je odkupić, a przecież nie o to chodzi w przepisach Prawa farmaceutycznego, które mają zapobiegać nadmiernej koncentracji na rynku aptek. Tłumaczymy to prokuratorom, choć to niepoważne, by urzędnik państwowy musiał udowadniać, że działa zgodnie z literą prawa, gdy prawo jest po jego stronie. Niektórym podmiotom wydaje się jednak, że prawo nie ma znaczenia. Ubiegając się o kolejne zezwolenia na otwarcie aptek, bez wahania podpisują więc wymagane prawem oświadczenia, że nie przekraczają limitu. Gdy dopatrzyłem się, że takie oświadczenie mija się z prawdą i odmówiłem wydania zezwolenia jednej z firm, usłyszałem, że w innych inspektoratach nikt na takie rzeczy nie zwraca uwagi. Nie zmienia faktu, że zgłoszenie takiej sprawy do prokuratury jest próbą zastraszenia urzędnika państwowego, jakim jest inspektor farmaceutyczny.

DWA ZARZUTY

Jeszcze poważniejsze konsekwencje, bo postawienie dwóch prokuratorskich zarzutów, poniosła Zofia Wrzesińska, Kujawsko-Pomorski Wojewódzki Inspektor Farmaceutyczny w Bydgoszczy. Sprawa zaczęła się od tego, że inspekcja wystąpiła przeciwko aptece z Włocławka biorącej udział w odwróconym łańcuchu dystrybucji leków. Zgłosiła sprawę do prokuratury – prokurator prowadząca postępowanie najpierw myliła odsprzedawanie leków przez aptekę z ich zwrotem do hurtowni i twierdziła, że odwrócony łańcuch nie jest niedozwolony, później
w uzasadnieniu decyzji o umorzeniu sprawy uznała, że właściciele apteki nie mieli świadomości bezprawności swojego działania. Na zażalenie WIF zareagowała kuriozalnym zarzutem wobec
inspektor wojewódzkiej – zarzuciła Zofii Wrzesińskiej zgłoszenie do prokuratury informacji o nieistniejącym przestępstwie. Prokurator nie poprzestała na tym, zarządziła przeszukanie w GIF i WIF. Pozwoliła na obecność w trakcie przesłuchań mecenasa reprezentującego aptekę zamieszaną w odwrócony łańcuch dystrybucji leków. Mecenas nie ukrywał dobrej znajomości z prokurator. – Dzwonił do niej w czasie przeszukania i mówił po imieniu – relacjonował potem Paweł Trzciński, rzecznik prasowy GIF. Zaglądał przy tym do dokumentacji spraw, w których był pełnomocnikiem innych aptek.

Na przeszukaniu sprawa się nie skończyła. Wady postępowania (nie tylko odnośnie do sposobu przeszukania) spowodowały, że sąd jej nie rozpatrzył, akt oskarżenia wrócił więc do prokuratury.
Zmienił się prokurator prowadzący postępowanie, który najpierw zawiesił postępowanie przeciwko inspektor, potem je umorzył.

Wkrótce niemal identyczna historia rozegrała się po kolejnym doniesieniu WIF do prokuratury we Włocławku w związku z działalnością innej apteki (z Kowala) – sprawa trafiła do tej samej prokurator, która zajmowała się włocławską apteką i umorzyła postępowanie przeciwko niej. Tym razem postąpiła identycznie, a potem napisała drugi akt oskarżenia przeciwko Zofi i Wrzesińskiej.

Wszystko to trwało niemal cztery lata, bo pełnomocnik aptek składał kolejne wnioski i zażalenia. Wyrok zapadł dopiero we wrześniu tego roku – inspektor Zofia Wrzesińska została oczyszczona ze stawianych jej zarzutów, natomiast prokurator i pełnomocnik aptek usłyszeli z ust sędzi wiele gorzkich słów po swoim adresem.

W związku ze sposobem działania pani prokurator rozpoczęło się postępowanie dyscyplinarne. Niestety, po wielu miesiącach oczekiwania na werdykt pojawiała się nieoficjalna informacja, że sprawa wciąż trwa lub została po cichu umorzona.

„POMÓWIONY” PEŁNOMOCNIK

W krótszym czasie sądową batalię udało się stoczyć Józefowi Łosiowi, Małopolskiemu
Wojewódzkiemu Inspektorowi Farmaceutycznemu w Krakowie, który został pozwany z powodu rzekomego pomówienia. Pomówiony poczuł się pełnomocnik apteki, której zarzucono udział w odwróconym łańcuchu dystrybucji leków. Inspektor wygrał z nim w obu instancjach sądowych, jednak w trakcie tego postępowania nie ukrywał, ile kosztuje go ta sprawa. W rozmowie z dziennikarzami Radia TOK FM i „Dziennika Gazety Prawnej” mówił o stresie, jaki był skutkiem postawienia w stan oskarżenia.

Dziś jednak sądowe postępowanie już za nim. Z punktu widzenia inspekcji wojewódzkiej zakończyła się też sprawa apteki biorącej udział w odwróconym łańcuchu dystrybucji leków, od której cała ta historia się zaczęła. – Cofnęliśmy tej aptece zezwolenie na prowadzenie działalności, podmiot odwołał się od tej decyzji do GIF, główny inspektor podtrzymał jednak nasze stanowisko. Nie wiem, czy podmiot złożył potem skargę na decyzję GIF do sądu administracyjnego – mówi Józef Łoś.

W tej chwili małopolska inspekcja prowadzi kilka spraw o cofnięcie zezwoleń na prowadzenie aptek, głównie ma to związek z odsprzedawaniem leków z jednej apteki do drugiej. – Nam nie zależy na tym, by komuś utrudniać prowadzenie działalności, ale postępujemy zgodnie z literą prawa i tego samego oczekujemy od kontrolowanych podmiotów – dodaje inspektor Józef Łoś. – Odwrócony łańcuch dystrybucji leków ma dziś zresztą zwykle odmienny charakter. Przedsiębiorcy rejestrują NZOZ-y, mają też jednocześnie zezwolenie na prowadzenie hurtowego obrotu lekami. NZOZ-y składają zapotrzebowania na leki, apteki je realizują, a potem w ramach jednego podmiotu dochodzi do przesunięcia leków z NZOZ-u do hurtowni. Takie zapotrzebowania trafi ają obecnie do naszych aptek z przychodni z całej Polski. Jedynym rozwiązaniem wydaje się wprowadzenie przepisu, na mocy którego podmiot prowadzący działalność leczniczą nie miałby prawa do jednoczesnego prowadzenia obrotu lekami.

PRZEGRAŁ, CHOĆ CHCIAŁ ZNISZCZYĆ

Swoje sprawy z tym samym, co w Krakowie pełnomocnikiem aptek, za zakończone uważa też Monika Urbaniak, Podkarpacki Wojewódzki Inspektor Farmaceutyczny w Rzeszowie. – Nie należy chwalić dnia przed zachodem słońca – zauważa jednak – bo pomysłowość ludzka nie zna granic.

Podkarpacka inspektor stawała przed sądem w trzech sprawach. Jedna wiązała się z próbą przeprowadzenia przez WIF kontroli w aptece w Tarnobrzegu. Podjęto ją, ponieważ dzięki współpracy z fiskusem pojawiły się bardzo poważne podejrzenia, że apteka nielegalnie sprzedaje leki. Inspektorzy nie weszli jednak do niej, gdyż usłyszeli, że najpierw musi przyjechać pełnomocnik apteki. Po półtoragodzinnym oczekiwaniu zniecierpliwieni inspektorzy odjechali spod apteki. Wtedy – jak donosiło Radio TOK FM – rozpętała się burza. Gdy w końcu pełnomocnik się pojawił, zażądał, by inspektorzy natychmiast wrócili, bo inaczej zostaną obciążeni kosztami jego przejazdu z Lublina. Miał też krzyczeć, że zrobi z nimi porządek, że to koniec wpadania o 6 rano i wyprowadzania w kajdankach, że wygra każdą sprawę i inspektorów zniszczy.

Kilka dni wcześniej ten sam pełnomocnik nie wpuścił przedstawicieli inspekcji do apteki w Stalowej Woli. Próbę podjęcia kontroli uznał za napad, wezwał policję, ostatecznie złożył zawiadomienie, że komputery w aptece nie działają, jakimś cudem placówka pracowała jednak bez przeszkód. Gdy inspektor wojewódzka złożyła do prokuratury doniesienie o utrudnianiu postępowania,spotkała się z informacją, że skierowany zostanie przeciwko niej prywatny akt oskarżenia za zniesławienie i pomówienie. Dlatego wygranie tej sprawy, podobnie jak dwóch innych, podkarpacka inspektor uważa za sukces, którym jednak nadmiernie nie należy się cieszyć.

„PATENT” DALEJ WYKORZYSTYWANY

Ten sam pełnomocnik zastosował też swój „patent” składania prywatnego aktu oskarżenia przeciwko wojewódzkiemu inspektorowi farmaceutycznemu w Lubuskiem. – W maju 2015 roku, mając podejrzenie popełnienia przestępstwa przez przedsiębiorcę działającego na rynku aptecznym, zgłosiłem sprawę do prokuratury – mówi Adam Chojnacki, Wojewódzki Inspektor Farmaceutyczny w Gorzowie Wielkopolskim. – W lutym 2016 roku, gdy ta sprawa była wciąż na wstępnym etapie, prywatny akt oskarżenia złożył przeciwko mnie pełnomocnik tego przedsiębiorcy. Do dziś w obu postępowaniach nie zapadły prawomocne wyroki, bo procedury sądowe i administracyjne pozwalają na ich przeciąganie. Wystarczy wysłać do sądu niepodpisane pismo, wnieść, również niepodpisany, wniosek o zmianę sędziego, by sąd musiał takie pismo czy wniosek odesłać do ponownego przesłania przez stronę, a to oznacza upływ kolejnych miesięcy. Trwa więc zabawa, która nie ma na celu rozstrzygnięcia sprawy, ale przeciągnięcie jej. Dodatkowa kwestia to sposób działania wymiaru sprawiedliwości. Podejrzeniem przez nas zgłoszonym prokuratura najpierw w ogóle nie chciała się zająć, przymuszona przez sąd sporządziła akt oskarżenia, ale w taki sposób, że sprawa została przez sąd umorzona. Sąd drugiej instancji uznał umorzenie za kuriozalne, cofnął więc sprawę do pierwszej instancji, a ta poprosiła z kolei prokuraturę o uzupełnienia. W efekcie – po dwuipółletnim postępowaniu wciąż jesteśmy na początku drogi. Jednoczesne prowadzenie sprawy przeciwko mnie, próby zastraszania mnie i mojej żony, na przykład poprzez telefonowanie do jej pracodawcy, nie ułatwiają mi zadania. Przez cały czas pojawiają się na różnych portalach czy forach internetowych informacje mające przedstawić mnie w złym świetle. Nawet sąd został powiadomiony o tym, że biorę po 30 milionów złotych rocznie od aptek prowadzących niezgodną z prawem działalność. Miałem nadzieję, że otrzymując taką wiadomość, sąd z urzędu nakaże zbadanie sprawy przez prokuraturę, bo dzięki temu choć ta kwestia zostałaby raz na zawsze zamknięta. Miałoby to i dalsze konsekwencję, bo takie rzucanie nieprawdziwych oskarżeń, składanie fałszywych zawiadomień o popełnieniu przestępstwa nie powinno ujść płazem. To nie jest tak, że można urzędnika opluwać, zarzucać cokolwiek, byle przeciągać postępowanie w swojej sprawie. Jestem skuteczny i to nie podoba się przedsiębiorcom prowadzącym działalność niezgodnie z prawem, jednak trudno jest mi się pogodzić z próbami uderzenia w moją wiarygodność, z zastraszaniem.
Autor: Małgorzata Grosman

Udostępnij

Pora zakończyć zamieszanie z dyżurami

Farmaceuci nie kryją oburzenia. Są zmęczeni nocnymi, niedzielnymi i świątecznymi dyżurami narzuconymi przez powiaty i sprzeciwiają się uchwałom określającym harmonogram pracy aptek na kolejny rok.