Suplementy diety. Nowelizacja uporządkuje reklamy?

Suplementy diety. Nowelizacja uporządkuje reklamy?

Opublikowany

Opracowany niedawno przez producentów suplementów diety Kodeks Dobrych Praktyk Reklamy Suplementów Diety budzi niedosyt. Może go wesprzeć zdecydowanie bardziej rygorystyczna nowelizacja ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia, która wprowadza m.in. zakaz stosowania marek parasolowych i potężne, bo nawet 20-milionowe kary za nieprzestrzeganie przepisów.

Niestety, istnieje poważne ryzyko, że niewiele ta nowelizacja zmieni. Najpoważniejszy jej następstwem jest bowiem coraz powszechniejsze reklamowanie wyrobów medycznych, które mają takie same nazwy, jak dostępne dziś leki i suplementy diety. W reklamach są te same hasła i wizerunki zachęcających do stosowania tych produktów lekarzy... Wyroby medyczne nie podlegają zaś ustawie o bezpieczeństwie żywności i żywienia.

DLA PORZĄDKU CZY ZATRZYMANIA REGULACJI?

O pomyśle, by producenci suplementów diety – nierzadko reklamujący je tak, jakby miały właściwości lecznicze – sami zawalczyli z nieprawidłowościami w reklamach, usłyszeliśmy mniej więcej dwa lata temu. Zrzeszające ich organizacje deklarowały wówczas, że prace zakończą w kwietniu 2016 roku. Minęła jednak wiosna i nic się nie wydarzyło, pojawił się jedynie  kolejny termin, jesienny, który również nie został dotrzymany. Tym razem dowiedzieliśmy się jednak dlaczego – Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów uznał, że przedstawiony mu dokument nie spełnia oczekiwań.

A potem nadszedł nowy rok i pojawiła się zaskakująca informacja, że Kodeks Dobrych Praktyk Reklamy Suplementów Diety został już opracowany. Ogłosiły tę informację organizacje zrzeszające producentów suplementów, a więc Polski Związek Producentów Leków Bez Recepty PASMI, Polfarmed, Krajowa Rada Suplementów i Odżywek (KRSiO) oraz Związek Producentów i Dystrybutorów Suplementy Polska, dodając, że do opracowania kodeksu doszło już w listopadzie, a producenci mają czas na jego podpisanie do końca stycznia i kolejnych sześć miesięcy na dostosowanie reklam do określonych w nim zasad. Jakkolwiek by liczyć, deklarowały, że od sierpnia reklamy suplementów diety wyprodukowanych przez sygnatariuszy tego kodeksu będą wolne od nieprawdziwych treści.

Organizacje zrzeszające producentów suplementów nie ukrywały jednocześnie, że liczą na to, iż autoregulacja może powstrzymać wprowadzenie innych regulacji dla tego rynku.

NORMY JUŻ ISTNIEJĄCE, SANKCJE MAŁO DOTKLIWE

Zaskoczenie wywołane informacją o opracowaniu kodeksu tylko wzrosło, gdy zapytaliśmy o ten dokument w Urzędzie Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Urząd wcześniej spotkał się z przedstawicielami organizacji zrzeszających producentów suplementów diety i zgłosił wobec zaprezentowanego dokumentu szereg uwag. Przede wszystkim – że kodeks nakłada na sygnatariuszy obowiązki w zakresie wzorców zachowań, które możliwe są do wyegzekwowania w oparciu o już istniejące przepisy. Wśród pozostałych zastrzeżeń jednym z najważniejszych było to, że kodeks nakłada mało dotkliwe sankcje za naruszenie jego zasad, na przykład – poinformowanie o nagannym zachowaniu wyłącznie sygnatariuszy.

Istotne było jednak co innego – urząd w styczniu nie wiedział, czy jego uwagi uwzględniono w kodeksie, ponieważ nie otrzymał jego poprawionej wersji, tej, która została ogłoszona jako obowiązująca.

W kwietniu sytuacja zmieniła się o tyle, że po raz drugi przedstawiciele UOKiK i branży suplementów diety, organizacji konsumenckich i instytucji publicznych spotkali się, by podyskutować o reklamie suplementów. Jak informuje UOKiK na swojej stronie, przedstawiciele branży zaprezentowali „wstępne założenia dotyczące dobrych praktyk w zakresie reklamy”, a pozostali uczestnicy spotkania zgłosili do nich swoje uwagi. Urząd przypomniał, że normy w samoregulacji nie mogą dotyczyć istniejących przepisów, bo ich rolą jest zapewnienie konsumentom większej ochrony, na przykład przez doprecyzowanie, jakie praktyki naruszają dobre obyczaje czy znalezienie tych obszarów, których istniejące przepisy nie regulują.

Opinia UOKiK była więc w pewnym stopniu powtórzeniem wcześniejszych uwag tego urzędu, a to z kolei oznacza, że organizacje przygotowujące kodeks nie wzięły ich sobie zanadto do serca.

PROSTOKĄTNE POLE, CHOROBY NIEISTNIEJĄCE

Kodeks prezentowany dziś na stronach organizacji skupiających firmy działające na rynku suplementów diety nosi datę 24 maja bieżącego roku. Poprzedza go preambuła, w której czytamy, że potwierdza on i przyjmuje regulację obowiązujących przepisów prawa w zakresie zwalczania nieuczciwej konkurencji i przeciwdziałania nieuczciwym praktykom. To kuriozalne stwierdzenie, rodzące pytanie – czy bez niego producenci suplementów nie musieliby uznawać istniejących przepisów? Rzeczywiście sądzą, że ich kodeks musiał potwierdzić i przyjąć przepisy prawa, by byli zobowiązani stosować się do nich? A idąc dalej tym tokiem myślenia – czy producenci nie muszą w związku z tym przestrzegać przepisów ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia, zdecydowanie ważniejszej z punktu widzenia interesów konsumentów suplementów, skoro o tej ustawie nie wspomina się w preambule?

Treść kodeksu też budzi wątpliwości, choćby dlatego, że – jak można wyczytać w art. 2 – jego postanowienia dotyczą wyłącznie reklam suplementów diety i nie znajdują zastosowania do opakowań i oznakowania suplementów, informacji o sygnatariuszach kodeksu niebędącej reklamą oraz korespondencji, która nie jest reklamą i ma na celu udzielenie odpowiedzi na pytania konsumentów. Ani słowem nie wspomina o prezentacjach suplementów.

Co do treści reklam kodeks zakłada, że niedozwolone jest używanie w nich nazw chorób, ale jedynie pod warunkiem, że powodowałoby to przypisywanie reklamowanym suplementom właściwości zapobiegania chorobom lub leczenia ich lub sugerowało takie właściwości – w praktyce tylko od dobrej woli producenta przestrzegającego kodeksowych zapisów zależy więc, czy użyje w reklamie nazwy choroby. W konsekwencji producenci mogą zamieszczać w reklamach niemal te same treści, co do tej pory. Niemal, bo kodeks zakazuje używania nazw chorób nieistniejących.

REKOMENDACJA PODMIOTU ZAMIAST WIZERUNKU LEKARZA

W świetle zapisów kodeksu nie znikną za to z reklam suplementów diety odwołania do medycyny i specjalistów w zakresie zdrowia, bo choć kodeks odżegnuje się od wykorzystywania w nich wizerunku lekarzy, farmaceutów czy pielęgniarek, to jednak dopuszcza rekomendacje wydawane przez podmioty, które zostały zarejestrowane w KRS lub innym publicznym rejestrze. Lekarza zastąpić może więc spółka czy spółdzielnia lekarska, w rolę pielęgniarki może wejść firma świadcząca tego typu usługi. Z punktu widzenia odbiorcy reklamy to żadna różnica.

W kwestii reklam kierowanych do dzieci kodeks też zostawia producentom spore pole do popisu. Co prawda zakazuje kierowania do nich reklam suplementów diety, ale szybko dodaje, że jest nią tylko reklama zawierająca bezpośrednie wezwanie do dzieci do nabycia reklamowanych suplementów lub nakłonienia rodziców lub innych osób dorosłych, by je kupili. I wcześniej w reklamach suplementów diety nikt raczej nie mówił wprost, by rodzice, a tym bardziej dzieci, kupowali reklamowane produkty, więc i w przypadku tego zapisu trudno mówić o jakimś ograniczeniu treści reklam.

BEZ ORZEKANIA O WINIE, BEZ ODPOWIEDZIALNOŚCI

Dalej kodeks mówi o sądzie dyscyplinarnym, który miałby rozpatrywać sprawy związane z naruszeniem postanowień tego dokumentu. Z góry odżegnuje się jednak od orzekania o winie czy odpowiedzialności za takie naruszenia – sąd ma rozstrzygać, czy reklama jest, czy nie jest zgodna z kodeksem. Może więc uznać, że nie jest, ale nic z tego nie musi wynikać. Ewentualne sankcje też raczej nie zniechęcą do omijania kodeksowych zapisów – reklamodawca może bowiem zostać ukarany upomnieniem z zaleceniem zmiany lub usunięcia reklamy, zalecenie nie jest jednak nakazem. Orzeczenie sądu może być (ale nie musi) przekazane do wiadomości innych sygnatariuszy kodeksu. Dopiero w przypadku stwierdzenia przez sąd trzykrotnego naruszenia tego samego zapisu kodeksu może być (ale znów nie musi) zastosowana sankcja najpoważniejsza, czyli opublikowanie orzeczenia wraz z uzasadnieniem na stronie internetowej sądu. Co więcej, tylko sygnatariusze kodeksu mogą kierować sprawy do swojego sądu.

Słowem – na reklamę ma prawo poskarżyć się jedynie garstka producentów suplementów, a o ewentualnych sankcjach usłyszy niewielu.

Wielu obejrzy natomiast lub usłyszy reklamy suplementów diety. Jak wynika z danych Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, w 2015 roku co czwarta reklama telewizyjna była reklamą produktów leczniczych, suplementów diety lub wyrobów medycznych; od 1997 roku liczba reklam z sektora produktów zdrowotnych i leków wzrosła blisko dwudziestokrotnie, podczas gdy ogólna liczba reklam wzrosła jedynie trzykrotnie. Nie ma późniejszych danych KRRiT na ten temat, ale firmy z branży farmaceutycznej znajdują się na czele rankingu największych telewizyjnych reklamodawców, co oznacza, że przeznaczają na reklamy telewizyjne największe kwoty.

REKLAMY SĄ JUŻ ZGODNE Z KODEKSEM?

Z danych dołączonych do kodeksu wynika, że podpisało się pod nim łącznie 28 producentów (stan na początek października 2017 roku). Niewielu, choć z drugiej strony są w tym gronie firmy
znaczące, mające potężny udział w rynku. Większość z nich podpisała się pod kodeksem o czasie, czyli przed końcem stycznia bieżącego roku. W związku z tym ich reklamy od sierpnia powinny być zgodne z jego zapisami.

Czy są? Przegląd gazet, słuchanie radia i oglądanie telewizji dostarczają zaskakującej odpowiedzi na to pytanie. Bo niektóre reklamy rzeczywiście zmieniły się na lepsze, zniknęły z nich wymyślone na potrzeby kampanii reklamowych choroby, zniknęli lekarze i pielęgniarki i nazwy chorób, które rzekomo dany suplement leczył lub którym zapobiegał. Czy jednak ze wszystkich?

WYROBY MEDYCZNE WCHODZĄ W MIEJSCE SUPLEMENTÓW

Zdecydowane nie. Wciąż w mediach są reklamy produktów o nazwach znanych od lat, które przedstawiane są w dokładnie taki sposób, jaki dziś jest zakazany przez kodeks. Z wizerunkami lekarzy, ze wskazaniem problemów, które dany wyrób rzekomo leczy lub którym zapobiega. Przynajmniej niektóre z tych produktów wytwarzają firmy, które podpisały się pod Kodeksem Dobrych Praktyk Reklamy Suplementów Diety. Nie są to jednak reklamy suplementów – reklamowane produkty są wyrobami medycznymi, których nie dotyczą ani przepisy kodeksu, ani ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia. Wyroby medyczne podlegają ustawie o wyrobach medycznych. W konsekwencji pojawia się więc zupełnie nowy problem – sposobu reklamowania
wyrobów medycznych.

Wniosek z tej obserwacji nasuwa się jeden – niezbędna jest nowelizacja ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia, by suplementy diety były reklamowane rzetelnie, ale trzeba też koniecznie przyjrzeć się i innym reklamowanym produktom, prezentowanym jak leki i suplementy diety. Nowelizacja ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia, która przechodzi właśnie etap konsultacji społecznych, a której najważniejsze zapisy przytaczamy w ramce, choć może uregulować sposób reklamowania suplementów diety, nie obejmie wyrobów medycznych. Wykonywane przez niektórych producentów kroki podpowiadają więc, że bez względu na to, czy ustawa o bezpieczeństwie żywności i żywienia zostanie znowelizowana, problem nie zostanie rozwiązany, bo wciąż będziemy oglądać reklamy produktów niebędących lekami, którym przypisuje się właściwości lecznicze lub profilaktyczne, a zachęcać do ich stosowania będą lekarze, pielęgniarki lub farmaceuci.

W praktyce problem tkwi więc dziś nie w tym, czy producenci suplementów przestrzegają swojego kodeksu, nawet nie w tym, jakie ograniczenia narzuci im nowelizacja ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia – zasadniczym problemem staje się sposób reklamowania wyrobów medycznych, które mają takie same nazwy jak leki lub suplementy diety i prezentowanie ich w taki sposób, jakby miały właściwości lecznicze bądź profilaktyczne.

Autor: Małgorzata Grosman

Udostępnij

Opieka farmaceutyczna – jazda testowa

Opieka farmaceutyczna dobrze się kojarzy, bo nikt nie ma już chyba wątpliwości, że wspiera prawidłową farmakoterapię pacjentów i pozwala nie tylko im, ale także budżetowi, racjonalnie wydawać posiadane środki. Świadczą o tym liczne doświadczenia wielu państw europejskich.