Smog biznes

Smog biznes

Opublikowany

W składzie oligomeryczne procyjanidyny pochodzące z ekstraktu z kory sosny nadmorskiej. Co można osiągnąć dzięki ich stosowaniu? Chronić komórki organizmu przed stresem oksydacyjnym i jego następstwami. Tak w każdym razie swój suplement SmogStop opisuje producent.

Być może cała ta historia by się nie wydarzyła, gdyby nie Katarzyna Bosacka, czyli telewizyjna specjalistka od żywności. W maju zeszłego roku w swoim programie zajęła się suplementami diety i skontaktowała się z firmą zajmującą się produkcją kontraktową suplementów diety i środków spożywczych specjalnego przeznaczenia żywieniowego. Widzowie dowiedzieli się dzięki temu, że takie firmy oferują swoim klientom wszystko – od produkcji suplementu poprzez jego opakowanie po zgłoszenie do GIS – oraz że z takich usług skorzystać może każdy. Jedyny warunek to posiadanie na początek odpowiedniej kwoty, a ta wcale nie była specjalnie wygórowana, bo wynosiła ok. 15-20 tys. zł. Przedstawiciel firmy zapewniał przy tym, że wejście w ten biznes nie wiąże się w zasadzie z żadnymi konsekwencjami, a to dzięki przepisom obowiązującym w Polsce.

Bosacka nie skorzystała z usług firmy, a w dalszej części programu pokazała, że i bez niej łatwo sobie poradzić, skoro nie trzeba udokumentować dobroczynnego wpływu składników suplementu diety na organizm człowieka. Połączyła aronię (dla odtrucia organizmu), miętę (dla świeżego oddechu) i skórkę z pomarańczy (dla złagodzenia kaszlu i duszności). Na opakowaniu postanowiła podać, że niweluje skutki smogu, odtruwa organizm i łagodzi duszności. Swój produkt nazwała Antysmog.

Gdy rozdrobnione i ususzone składniki popakowała w kapsułki, dodała, że teraz trzeba jeszcze tylko wejść na stronę GIS, podać podstawowe dane producenta i suplementu, bez żadnych szczegółów, a potem można już swój produkt kierować do sprzedaży.

INSPIRACJA?

Być może te słowa podchwyciły osoby, które (jak wynika z wpisu w KRS) w połowie września ubiegłego roku zarejestrowały powstanie spółki Ecolos, która kilka miesięcy później wypuściła na rynek produkt SmogStop. Na jego opakowaniu widnieje napis, że jest to suplement diety redukujący wpływ smogu na organizm. Towarzyszą mu dopiski: antyoksydanty, kompleks witamin, aktywne substancje.

Więcej informacji na temat tego produktu znajdziemy na stronie internetowej firmy
– jest to jej jedyny produkt. Dowiadujemy się więc, że „oddychanie zanieczyszczonym powietrzem niesie szereg zagrożeń dla zdrowia i dobrego samopoczucia: obniża odporność organizmu na choroby, powoduje apatię, odbiera energię i siły witalne, powoduje uczucie zmęczenia i znużenia, osłabia intelekt, wpływa niekorzystnie na wygląd skóry, osłabia włosy i paznokcie”. Jest jednak SmogStop, który „skutecznie neutralizuje skutki wdychania zanieczyszczonego powietrza: smogu, dymu, spalin, pyłów”.

Jeśli chodzi o skład SmogStopu, to mają w nim być: substancja wypełniająca (wodofosforan wapnia), oligomeryczne procyjanidyny z ekstraktu z kory sosny nadmorskiej Pinus pinaster, żelatyna, witamina C, glukonian cynku, substancja wypełniająca (celuloza mikrokrystaliczna), niacyna, witamina E, tiamina, rybofl awina, biotyna, witamina B6, witamina B12, kwas foliowy, substancje przeciwzbrylające (stearynian magnezu, dwutlenek krzemu), barwnik (dwutlenek tytanu).

Co jest w SmogStopie w rzeczywistości – nie sposób powiedzieć, w zasadzie nie ma podstaw, by podważać to, co zostało podane na stronie firmy. Z jednym małym „ale”. Sieć apteczna, która udostępnia ten produkt w swojej aptece internetowej, podaje następujący skład:
- substancja wypełniająca (wodofosforan wapnia),
- oligomeryczne procyjanidyny,
- żelatyna,
- witamina C,
- niacyna,
- witamina E,
- cynk,
- maltodekstryna,
- substancja przeciwzbrylająca (sole magnezowe kwasów tłuszczowych),
- kwas pantotenowy,
substancja przeciwzbrylająca (dwutlenek krzemu),
- barwnik (dwutlenek tytanu),
- witamina B2,
- witamina B6,
- witamina B1,
- kwas foliowy,
- biotyna,
- witamina B12.

Skąd te różnice? Inną ciekawostką jest fakt, że deklarowana zawartość wszystkich witamin i minerałów jest w SmogStopie idealnie równa połowie dziennego zapotrzebowania osoby dorosłej.

CO NA TO EKSPERCI?

Jako pierwszy napisał o tym suplemencie portal Tokfm.pl, cytując komentarz dr. n. med. Piotra Dąbrowieckiego z Wojskowego Instytutu Medycznego, który stwierdził, że wspaniale byłoby mieć tabletkę na smog, ale takiej tabletki nie ma. – To nic więcej, jak tylko smog biznes – mówił. I dodawał, że gdyby takie tabletki były, to stosowano by je u osób palących papierosy. Jakub Zawiła-Niedźwiecki, bioetyk z Centrum Bioetyki i Bioprawa dodawał natomiast, że mamy w tym przypadku do czynienia z fałszywą reklamą. Właścicielka firmy Agnieszka Michalec, nie wyjaśniając, skąd pochodzi jej wiedza, że suplementacja może łagodzić skutki wpływu zanieczyszczonego powietrza, poradziła tylko, by stosować odpowiednią dietę, rozważyć kupno masek i oczyszczaczy powietrza oraz oddychać przez nos...

Pod koniec stycznia na temat antysmogowego suplementu wypowiedzieli się urzędnicy. Portal Tokfm.pl poinformował, że Śląski Urząd Marszałkowski zaczął rozważać wydanie ostrzeżenia przed zażywaniem tych tabletek.

Jednocześnie portal zacytował słowa prof. Aleksandra Nawrata, eksperta z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, który przypomniał rzecz z pozoru oczywistą – że dopóki produkt nie zostanie przebadany w laboratorium, nie można jednoznacznie określić, czy działa, czy nie działa.

STRACH PRZED SMOGIEM

Historia tego suplementu jest wyjątkowa. Pokazuje, że można próbować zarabiać w zasadzie na wszystkim. Ważny jest jedynie pomysł, chwytliwe hasło i umiejętne odwołanie się do emocji. W tym wypadku, z racji tego, że tak wiele mówi się o smogu i jego katastrofalnym wpływie na zdrowie – jest to strach przed smogiem i jego konsekwencjami.

TRUDNO ZNALEŹĆ USPRAWIEDLIWIENIE

Nasuwa się więc pytanie, czy apteki powinny takie produkty oferować, czy farmaceuci powinni je polecać? Jak ma się to do etyki zawodowej?
– Można żartobliwie powiedzieć, że teraz pora naSmokStop, suplement, który będzie nas chronił przed atakiem smoków, nawet w Krakowie – mówi Marek Tomków, wiceprezes NRA. – Taki produkt byłby przeciwwskazany jedynie dla dzieci ssących smoczki... Mówiąc
natomiast zupełnie poważnie – trudno znaleźć usprawiedliwienie dla sprzedaży tego typu preparatów. Producenci w odpowiedzi na ludzkie oczekiwania podążają bowiem czasem, jak się okazuje, drogą absurdu, bazując na emocjach. To chyba jest więc ten moment, w którym farmaceuta powinien powiedzieć „stop”. Takie produkty już nawet nie są śmieszne, tylko głupie. Trzeba więc zadać sobie pytanie, czy farmaceuta powinien wpisywać się w takie rynkowe tendencje, czy nie. W ostatnim czasie UOKiK orzekł, że nie ma czegoś takiego jak superżelki, po zażyciu których nasze dzieci będą wspaniałe, być może niedługo jasne stanie się dla wszystkich, że takich właściwości nie mają również misiotabletki czy bystrzaki. A przecież ich reklamy wypuszczane przez producentów rodzą w matkach poczucie winy, jeśli nie kupują ich swoim dzieciom. Farmaceuci czują się źle, gdy rodzice domagają się od nich takich produktów, a oni uważają je za nieskuteczne czy niepotrzebne, apteki są źle odbierane, postrzegane jako słabo zaopatrzone, skoro nie oferują produktów tak bardzo poszukiwanych. Ten łańcuch zależności jest paranoiczny, prowadzi do tego, że własnym autorytetem zaczynamy firmować produkty, które absolutnie na to nie zasługują. Nie sposób się z tym zgodzić. Moim zdaniem nie ma wątpliwości, że wiedza powinna w takich sytuacjach wygrać z marżą – podsumowuje.

Autor: Małgorzata Grosman

Udostępnij