Leki, które ratują życie

Leki, które ratują życie

Opublikowany

Kiedyś insulinę trzeba było wyprodukować ze 100 trzustek wieprzowych. Dzisiaj produkuje ją Escherichia coli lub inna bakteria. Gdyby nie one, to dla 200 mln pacjentów na świecie, którzy muszą brać insulinę, musielibyśmy hodować 20 mld świń.

Co to są leki biologiczne?

Są to leki, w których substancją czynną jest substancja wyprodukowana przez żywy organizm. To najprostsza definicja. Ale to nic nowego. Z lekami biologicznymi mamy do czynienia właściwie od początków ludzkości. Była nim np. pajęczyna, którą z chlebem wkładało się do rany. To taki praantybiotyk. Lekiem biologicznym było też wino.

Wino?

Oczywiście. Przecież wino, zanim stało się trunkiem, było lekiem. Wino powstaje w wyniku fermentacji owoców, roślin, jest to proces biologiczny.

Wiedziałam tylko, że lekami były kiedyś nalewki. W każdym dworku znajdowała się apteczka z nalewkami.

Ale zanim powstanie nalewka, musi być wino, bo z czegoś trzeba ten alkohol oddestylować.

Zgoda.

​Potem przyszła kolej na surowice, szczepionki, krew. Zaczynamy więc poszukiwać coraz bardziej skomplikowanych substancji. Wiemy, jakie to substancje, ale nie mamy pojęcia, jak je wyprodukować. W związku z tym zaprzęgamy do pracy bakterie. Mamy np. taką bakterię jak Escherichia coli. Podajemy jej ludzki gen odpowiedzialny za produkcję substancji, która może uratować człowiekowi życie. Głupia bakteria mówi: „O, dostałam prezent!”, ale ona nie wie, co to jest. A dostała ludzki gen i w wyniku normalnych procesów biologicznych produkuje w swojej komórce lekarstwo.

Niesamowite!

My to lekarstwo potem od niej zabieramy, wrzucamy je do specjalnej maszyny oczyszczającej, która w wyniku pewnego procesu technologicznego wypluwa ampułkę z lekiem. A bakterii się pozbywamy.

Pewnie tego się nie spodziewała.

Tak powstają leki biologiczne! Dlaczego korzystamy z Escherichia coli? Tylko dlatego, że bakteria wie, jak lek wyprodukować, a my nie.

Ciekawe... A leki biopodobne? Jak powstają?

Lek, który został zrobiony po raz pierwszy, jest lekiem referencyjnym, czyli
oryginalnym. Ma ochronę patentową na 10 lub 12 lat, ale potem ta ochrona wygasa. Wtedy inni producenci mówią: też mamy bakterię i możemy zrobić taki sam lek. I to jest odpowiedź na pani pytanie – w ten sposób powstają leki biopodobne.

Czyli – wbrew nazwie – leki te nie są „podobne do leków biologicznych”, ale są to leki biologiczne, tylko wyprodukowane przez innego producenta.

Leki biopodobne są dużo tańsze. Firmy farmaceutyczne doszły do takiego wniosku: wszystkie leki oryginalne, na których zarobiliśmy duże pieniądze, utracą patenty, więc inni będą mogli je produkować i sprzedawać. Niedoczekanie! My sami zaczniemy produkować leki biopodobne. Dzisiaj prawie wszystkie fi rmy farmaceutyczne produkują leki biopodobne – pod różnymi nazwami, w różnych fabrykach itd. Ja to rozumiem. Ale trzeba dać jasny przekaz pacjentom, że leki biopodobne to nie są leki robione w piwnicy, ale produkowane przez duże firmy farmaceutyczne, i że opierają się na tych samych liniach produkcyjnych co leki referencyjne, czyli oryginalne.

Czy ma to jakieś znaczenie dla decydentów w sektorze ochrony zdrowia, dla szpitali?

Tak. Bo leki biopodobne są tańsze od oryginalnych. W związku z tym przechodźmy na leki biopodobne, bo wtedy oszczędzamy pieniądze z budżetu. Lek biopodobny będzie dla szpitali co najmniej o 25 proc. tańszy.

Czy leki biologiczne zawsze są produkowane przez bakterie?

Kiedyś taką insulinę trzeba było wyprodukować ze 100 trzustek wieprzowych, a więc 100 świnek musiało oddać życie. Dzisiaj insulinę produkuje Escherichia coli lub inna bakteria. Gdyby nie one, to – biorąc pod uwagę, że mamy 200 mln pacjentów na świecie, którzy muszą brać insulinę – tylko dla nich musielibyśmy hodować 20 mld świń. W ten sposób biotechnologia zaoszczędziła wiele istnień, by leczyć ludzi.

I to dzięki wykorzystaniu bakterii...

Tak. Wie pani, że często mówi się, że leki biologiczne są zmienne…

A co to znaczy?

Otóż bakteria, która wyprodukuje substancję czynną takiego leku, za każdym razem zrobi to inaczej.

Mówimy więc już o lekach biopodobnych.

Zanim leki trafi ą do pacjenta, sprawdzamy, czy ich zmienność jest istotna terapeutycznie. Bada się, czy owa zmienność mieści się w określonych rygorach i nie wpływa na skuteczność terapeutyczną i bezpieczeństwo leku. Trzeba przekonać pacjentów, aby nie bali się leków biopodobnych, bo my, badacze, gwarantujemy ich skuteczność i bezpieczeństwo.

Wyczytałam gdzieś, że leki biologiczne modyfikują chorobę. O co tutaj chodzi?

Jeśli uznamy walkę z chorobą za jej modyfikację, bo choroba słabnie, to tak, wszystko się zgadza.

W jaki sposób leki biologiczne leczą, czym różnią się od innych? Jaka jest różnica między leczeniem aspiryną a leczeniem lekiem biologicznym?

Nie ma różnicy.

Czy chodzi o mniejsze skutki uboczne?

​Różnie.

Tak samo działają, dajmy na to, leki biologiczne i chemiczne?

Lek jest lekiem i działa na mechanizmy powstawania choroby. Albo trafi my na istotny mechanizm, albo nie. Nie ma znaczenia, czy lek, który hamuje ten szkodliwy mechanizm, jest lekiem biologicznym czy chemicznym. Musi on zahamować proces powstawania choroby. Punkty uchwytu (miejsca docelowe działania – przyp. red.) leków biologicznych i chemicznych są często takie same.

A czy leki biologiczne nie wzmacniają czasem działania układu immunologicznego? Są bardziej terapią celowaną?

Zaraz to pani wytłumaczę. Weźmy jeden z nowoczesnych leków na nowotwór piersi. Komórka, jak człowiek, lubi gadać z drugą komórką, bo gdyby się nie kontaktowały, toby nie powstawały tkanki, narządy, organizm. My kontaktujemy się, używając języka polskiego, komórki kontaktują się za pomocą języka biologicznego. Tym językiem biologicznym jest pewne białko. Białko to wędruje z jednej komórki do drugiej i przekazuje informację: „Rozmnażaj się”, i np. ręka rośnie. Ale są sytuacje, kiedy tych informacji jest bardzo dużo, komórka dostaje sygnał: „Rozmnażaj się, rozmnażaj, rozmnażaj”, i z informacji robi się potężna plotka. W ten sposób powstaje guz: w danym miejscu rozmnożyło się za dużo komórek. Celem leczenia jest więc zahamowanie tej plotki. I do tego może służyć zarówno lek biologiczny, jak i syntetyczny – nie ma to znaczenia. Lek biologiczny wiąże się z białkiem w przypadku powstania guza i białko to zostaje zablokowane. Na tym polega medycyna celowana. Leki biologiczne są pomyślane jako narzędzia medycyny celowanej. Ale leki chemiczne też idą w kierunku działania celowanego. Zasadniczo cała medycyna zmierza w kierunku znalezienia celu do atakowania. Tak jak na wojnie – dron zabije tylko generała Borkowskiego, a nie całą Warszawę. Tak samo w medycynie – po co zabijać wszystkie komórki, wystarczy zniszczyć tylko te chore oraz ich złe szlaki metaboliczne.

To był przełom w leczeniu nowotworów?

Także chorób autoimmunologicznych, np. stwardnienia rozsianego. W ludzkim umyśle pojawiła się zbitka, że skoro powstały leki biologiczne, to są one celowane. A ja mówię: każde nowoczesne leczenie jest leczeniem celowanym. Ale powiem także: 70-80 proc. leków ma nierozpoznany mechanizm działania.

Pan mnie ciągle zaskakuje...

Podejrzewamy na przykład, że dany lek działa na określone struktury enzymatyczne. Ale gdyby ktoś przystawił mi pistolet do głowy i zapytał: „Czy jesteś pewien?”, odpowiedziałbym: „Nie, to tylko hipoteza”. A teraz idąc dalej, w miarę rozwoju nauki hipoteza albo się potwierdza, albo zostaje odrzucona. Akademickim przykładem jest działanie aspiryny – było inne kiedyś, tuż po jej odkryciu, i jest inne teraz – po latach.

Pana rozważania są bardzo interesujące. Ale w jakim kierunku idzie rozwój farmacji, działania leków?

W kierunku uderzania w cel.

Czyli leki są coraz bardziej precyzyjne w działaniu?

Niestety, o tym mało się mówi, ale leki, które działają bardziej precyzyjnie, jednocześnie mają więcej skutków ubocznych. Nie wiemy dlaczego, ale musimy to zaakceptować. Nie mamy wyjścia, bo nie znamy lepszych rozwiązań. A są to często leki ratujące życie.

Leki celowane są chyba lepsze dla młodych organizmów, którym zawsze łatwiej się pozbierać po ich zastosowaniu? Myślę o tych działaniach ubocznych.

Bywa różnie. Powiem pani, że lepiej jest podawać chemioterapię seniorowi niż dziecku.

Bo ono nie ma do końca wykształconych mechanizmów obronnych?

Nie tylko dlatego. Ale rzeczywiście, wiele doświadczeń wskazuje na to, że lek dobrze tolerowany przez dorosłego może zabić dziecko.

A gdybyśmy popatrzyli w przyszłość, to czego należy się spodziewać? Jacy chorzy będą mieli coraz lepiej?

Z nadzieją w przyszłość mogą patrzeć osoby chorujące na choroby przewlekłe, bo będą żyły dłużej.

Ale dzięki czemu?

Dzięki umiejętności łączenia leków, bo często takie osoby mają choroby współistniejące. W naszym szpitalu realizowany jest program koncyliacji lekowej, który określa zasady leczenia takich pacjentów. Podam jeden przykład: jeśli mamy pacjenta z wirusowym zapaleniem wątroby typu B, to nie podamy mu określonego środka nasennego. Na tym właśnie polega moja rola jako farmakologa klinicznego.

A co możemy powiedzieć o rozwoju farmacji, w którą to pójdzie stronę? Bardzo interesuje mnie rozwój nauki, jak to będzie z tymi nowymi lekami?

Przywidywania co do rozwoju nauki są bardzo trudne, dlatego że nie wiemy o zdarzeniach, które zmienią koryto rzeki.

Co pan ma na myśli?

Proszę zobaczyć, rozwój nauki nie płynie po linii prostej. Są zdarzenia, które zmieniają sposób poszukiwań, i to dotyczy też nowych leków.

Czy chodzi np. o to, że wybucha wojna i naukowcy zmieniają kierunek działań?

Owszem. Przecież gdyby nie druga wojna światowa, nie byłoby antybiotyków. Albo gdyby nie epidemia grypy, nie byłoby szczepionek. Musi więc być jakiś bodziec, który wyznacza kierunek rozwoju nauki.

Udostępnij

Firma przedstawiła fałszywy certyfikat CE

URPL wydał decyzję zakazującą dopuszczenie do obrotu plastrów rozgrzewających firmy Seyitler Kimya Sanayi A.S. jako wyrobu medycznego oznakowanego znakiem CE.