Wyleczyć pacjentów z iluzji

Wyleczyć pacjentów z iluzji

Firmy przesuwają leki OTC do grupy suplementów, ponieważ daje to możliwość szerszej reklamy i większego zbytu. Mamy do czynienia z wmawianiem ludziom, że bez suplementów nie przeżyją z poniedziałku na wtorek.

Rozmowa z prof. dr hab. n. med. Małgorzatą Kozłowską-Wojciechowską, kierownikiem Zakładu Farmacji Klinicznej i Opieki Farmaceutycznej WUM

Czy sytuacja dotycząca suplementów diety jest odpowiednio w Polsce uregulowana?


Zdecydowanie nie. Owszem, są przepisy, do których producenci muszą się stosować, ale niezwykle liberalne.  Producenci nie mają zatem większych problemów, żeby się do nich stosować. Nie można tu jednak mówić o właściwej regulacji. Problem polega na tym, że wprowadzenie na rynek nowego suplementu wiąże się tylko ze zgłoszeniem produktu do Głównego Inspektora Sanitarnego. Nikt nie podejmuje oceny, czy dany preparat do czegokolwiek się nadaje i jaki jest cel wprowadzenia go na rynek. Oficjalna ścieżka jest bardzo krótka i nie daje konsumentowi gwarancji, że jest to preparat całkowicie bezpieczny, potrzebny i że jego zażywanie przyniesiejakiekolwiek pozytywne skutki. Na tym właśnie zasadza się cały problem.

Jakiś czas temu spotkałem się z takim żartem, że aby produkować w Polsce suplementy diety, wystarczy postawić w garażu betoniarkę i urządzenie do tabletkowania...

Jest w tym jakaś prawda. Pokazuje, że mamy do czynienia z fikcją. Produkty określane mianem suplementów w większości niczego dobrego nie wnoszą prócz dochodów dla producenta. Dla odmiany wprowadzenie leku na rynek wiąże się z ogromnymi kosztami i bardzo długą procedurą. Obawiam się, że wiele „betoniarek” jest używanych do produkcji suplementów. Konsumenci uważają jednak, że są to preparaty służące ich zdrowiu, ponieważ właśnie w taki sposób są przedstawiane.

Główny Inspektor Sanitarny, odnosząc się do apelu Naczelnej Rady Lekarskiej, stwierdził, że zgodnie z obowiązującym prawem żywnościowym Unii Europejskiej znakowanie, prezentacja i reklama suplementów diety z wizerunkiem lekarza, farmaceuty są niedozwolone, gdyż mogłoby to sugerować konsumentowi, iż ma do czynienia z produktem leczniczym, a nie żywnością. Czy Pani zdaniem zakaz ten
powinien być skuteczniej egzekwowany?

Jest to warunek sine qua non. Zastanawiam się, ilu rzeczywistych lekarzy i farmaceutów bierze udział w tych reklamach, bo tego, podobnie jak konsumenci, nie wiem. Podanie nazwiska i przebranie danej osoby w fartuch to przecież nie jest problem. Kiedy skończyłam studia i wyrabiałam pieczątkę lekarską, musiałam w zakładzie przedstawić potwierdzenie prawa wykonywania zawodu. Dzisiaj mamy zupełną dowolność. Plakietkę, że ktoś jest lekarzem czy farmaceutą można w reklamie przypiąć każdemu. A wiadomo, że biały fartuch kojarzy się ludziom   z lekarzem czy aptekarzem.


"40 lat jestem lekarzem i nie wiem, co to jest zakwaszenie organizmu. Wiem, co to jest kwasica i jak może być groźna, ale zakwaszenie? Zakwasić to ja mogę ogórki. I okazuje się, że jest na to suplement diety, który ma w składzie nic innego tylko sodę oczyszczoną, jaką każda gospodyni ma w kuchni."


Jak Pani sądzi, jakie działania należy podjąć, żeby tę sytuację unormować?

Po pierwsze musi być wola unormowania tej sytuacji. Podjęłam w tym zakresie współpracę z Najwyższą Izbą Kontroli. Jest to jednak bardzo trudny temat, porywanie się z motyką na słońce. Mam nadzieję jednak, że uda się przeprowadzić kontrolę i ocenę stanu rzeczywistego rynku suplementów diety. Są takie możliwości, aby ktoś  niezależny – to jest warunek – miał pieczę nad reklamami, które się ukazują, aby reklamy nie wprowadzały konsumentów w błąd, aby nie obiecywano gruszek na wierzbie, tak ja to ma miejsce obecnie. Należałoby ustalić,
co można reklamować oraz kto i jaką odpowiedzialność ponosi. Stwierdzenie, że za reklamę odpowiada producent, jest prawdziwe, tylko nie jesteśmy w stanie producenta zobligować do rzetelnego przedstawiania swojego produktu. Co z tego, że producent odpowiada za reklamę, skoro nie przekłada się to w żaden sposób na bezpieczeństwo odbiorcy, czyli konsumenta. Nie zapominajmy o tym, że suplement diety jest żywnością. Największym oszustwem było zezwolenie, aby suplementy były tabletkowane. Tego typu postaci preparatów zawsze kojarzą się ludziom z oddziaływaniem na zdrowie, z oddziaływaniem leczniczym. Wobec konsumenta, który nie ma zbyt dużej wiedzy dotyczącej zdrowia, zagmatwanie tej sytuacji nie jest większym problemem. Skoro jednak zgodziliśmy się na taką formę suplementów, to musimy wprowadzić obostrzenia, które konsumenta zabezpieczą przed działaniem dla niego szkodliwym.

A może warto postawić na szeroko zakrojoną akcję edukacyjną?

Edukacja, owszem, powinna być. Ale proszę wziąć pod uwagę fakt, że w mediach, które powinny ludziom służyć, produkty te są reklamowane, ponieważ jest to ogromny biznes. Natomiast osoba taka jak ja może zostać pociągnięta do odpowiedzialności, nawet karnej, jeżeli, uświadamiając konsumentów, przedstawi jakąś markę suplementu i rzeczywistą jej wartość z punktu widzenia zdrowia. Musimy podjąć decyzję, że o tego typu preparatach mówimy otwartym tekstem, na konkretnych przykładach i nie będziemy oskarżani o kryptoreklamę. To bardzo trudny do rozwiązania problem. Trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie, czy będziemy walczyć o zdrowie naszego społeczeństwa, czy opowiadać, że suplementy są złe. Ludzie nie wiedzą, co to jest suplement. Bo skoro można suplementy kupić w aptece, w której zawsze kupowali preparaty służące ich zdrowiu, to trudno im rozgraniczyć leki i produkty, które mają uzupełnić niedobory diety. Konia z rzędem temu, kto wie, czego mu w diecie brakuje. Poza tym nikt nie prowadzi regularnego monitoringu spożycia w polskiej populacji, więc niewiele możemy na ten temat powiedzieć. W Wielkiej Brytanii taki monitoring prowadzony jest od dziesięcioleci. Rynek jest tam otwarty, problem suplementów diety istnieje, ale nie w tak dużym stopniu jak w Polsce. Francuzi też kochają łykać pilules. Wszystko przez działania firm oferujących leki homeopatyczne, które szalały w końcówce XX wieku. Francuzi wówczas należeli do czołówki narodów, które spożywały pilules na wszystko. W tej chwili mam wątpliwości, czy przypadkiem Polacy „nie zjedli już Francuzów razem z ich pilules”. Znalezienieobecnie człowieka, nawet młodego, który nie używa żadnych leków OTC czy suplementów diety, jest coraz trudniejsze. Proszę czasem studentów, aby pokazali, czy mają przy sobie jakieś leki albo suplementy i rzadko trafi mają się osoby, które nie mają ze sobą żadnych pigułek. W ogóle mamy taki trend w społeczeństwie, gdzie pigułka ma być panaceum na wszystko. To jest iluzja, która jest stale sączona przez reklamę do naszych głów.

Nie możemy jednak ogólnikowo stwierdzić, że suplementy diety są całkowicie szkodliwe. Należałoby tutaj wskazać rolę farmaceutów, którzy mogą polecić pacjentom konkretne preparaty na konkretne problemy.

Na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym studenci farmacji otrzymują wiedzę opartą na dowodach naukowych i muszą ją przyswoić. Nie twierdzę, że wszystkie suplementy diety są szkodliwe, jakieś 10 proc. z nich ma uzasadnienie, ma swoje dossier naukowe i powinno być stosowane. Nie mogę jednak zgodzić się na to, co dzieje się obecnie – firmy przesuwają leki OTC do grupy suplementów, ponieważ daje to możliwość szerszej reklamy i większego zbytu. Mamy do czynienia z wmawianiem ludziom, że bez suplementów nie przeżyją z poniedziałku na wtorek. To jest sytuacja nieuczciwa w stosunku do odbiorcy. Jestem gastrologiem, pacjenci przychodzący do mnie z dolegliwościami brzusznymi biorą te preparaty i tak naprawdę nie wiem, co zażywali. A są to przecież substancje chemiczne. Jeżeli mówimy o interakcjach lekowych, to należy brać pod uwagę interakcje lek – lek, lek – suplement, lek – suplement – dieta. To wszystko są związki chemiczne, jedne potrzebne, inne nie, jednych mamy w nadmiarze, innych – niedobory. To są konglomeraty powstające w naszych organizmach, które poza organizmem nie są zbadane. Jeżeli – jak dowiedziałam się od prezesa NIK – w Polsce codziennie wprowadzanych jest na rynek 14 suplementów, to kto jest w stanie nad tym zapanować? Na przykład pojawił się preparat na zakwaszenie organizmu. Jak mi Bóg miły, 40 lat jestem lekarzem i nie wiem, co to jest zakwaszenie organizmu. Wiem, co to jest kwasica i jak może być groźna, ale zakwaszenie? Zakwasić to ja mogę ogórki. I okazuje się, że jest na to suplement diety, który ma w składzie nic innego tylko sodę oczyszczoną, jaką każda gospodyni ma w kuchni. Nie dajmy się zwariować. Jako lekarz staram się być uczciwa w stosunku do każdego pacjenta, natomiast jeżeli pacjenci szukają pomocy w iluzji, to na to rady nie mam.


Więcej artykułów znajdziesz w magazynie w wersji .PDF na magazynaptekarski.com.pl lub w wersji papierowej, którą dostarczamy do aptek.

Kopiuj tekst

Udostępnij

Rynek farmaceutyczny w Polsce

Pharma Expert podsumowuje czerwiec 2016r.