Wojna o leki w sklepach
Wojna o leki w sklepach

Wojna o leki w sklepach

Opublikowany

Tabloidy powołując się na „dobro pacjenta” straszą chorych podwyżką cen leków i brakiem możliwości kupienia ich w sklepach, co nie jest prawdą. Wtórują im organizacje zrzeszające biznesmenów i przedsiębiorców.

Resort Zdrowia zauważył konieczność zwiększenia bezpieczeństwa w obrocie pozaaptecznym lekami i …wywołał burzę. Nagle okazało się, że istnieją różne definicje „dobra pacjenta” – czym innym więc jest dobro pacjenta dla Ministerstwa Zdrowia (oraz Naczelnej Rady Aptekarskiej i Stowarzyszenia Leki tylko z Apteki) i czym innym dla organizacji zrzeszających biznesmenów i przedsiębiorców. O co ta wojna? I czy jest się czego bać?

Brak kontroli
Szacuje się, że w Polsce funkcjonuje 350 tys. placówek handlowych, w których dostępne są leki bez recepty. Są to tylko szacunki, ponieważ nie istnieje rejestr czy jakikolwiek spis tych miejsc, co z kolei oznacza, że inspekcja farmaceutyczna – odpowiedzialna m.in. za kontrolę sposobu przechowywania leków – nie wie, gdzie udać się by sprawdzić, czy nie dochodzi do nieprawidłowości. Istnieje tylko rejestr aptek, a więc tylko one są kontrolowane. Ta sytuacja sprzyja możliwości wprowadzenia do sprzedaży fałszywych leków. W sklepach, marketach i na stacjach benzynowych leki mogą być więc przechowywane źle, nikt też nie sprawdza czy są one wycofywane z obrotu po komunikatach Głównego Inspektora Farmaceutycznego. Wnioski? Żeby zagwarantować pacjentom bezpieczeństwo, trzeba zracjonalizować sprzedaż leków poza aptekami.

Zwiększenie bezpieczeństwa
Jak dowiedzieliśmy się od Mileny Kruszewskiej, rzecznika prasowego Ministra Zdrowia, w resorcie obecnie trwają prace mające na celu zmianę przepisów w sprawie kryteriów klasyfikacji i wykazu produktów leczniczych, które mogą być dopuszczane do sprzedaży poza aptekami oraz kwalifikacji osób wydających produkty lecznicze w punktach sprzedaży pozaaptecznej oraz wymogów jakie powinno spełniać miejsce sprzedające leki (np. wyposażenie).

- Duży wpływ na kierunek podejmowanych decyzji ma obecnie funkcjonujący rynek suplementów diety OTC. Na przestrzeni ostatnich lat wiele produktów będących niegdyś lekami, obecnie pod nieco zmienioną nazwą funkcjonuje jako suplementy diety albo wyroby medyczne. A obrót tymi produktami nie jest w żaden sposób ograniczany przepisami prawa farmaceutycznego (Jest regulowany normami dla produktów spożywczych) - wyjaśnia Kruszewska.

Możliwe scenariusze
Resort zdrowia bierze pod uwagę różne propozycje, m.in. objęcie placówek obrotu pozaaptecznego obowiązkiem uzyskania zezwolenia na prowadzenie obrotu produktami leczniczymi (dziś takie zezwolenie muszą uzyskać tylko apteki), ograniczenie ilości leków w obrocie pozaaptecznym czy zezwolenie na obrót wyłącznie małymi opakowaniami leków do doraźnego stosowania.
- Do rozważenia pozostaje także kwestia kontroli prawidłowości sposobu przechowywania lewków w punktach obrotu pozaptecznego – dodaje Milena Kruszewska.

To nie likwidacja
A zatem Ministerstwo Zdrowia nie chce likwidować sprzedaży leków poza aptekami.
Jak informuje Stowarzyszenie Leki tylko z apteki dziś na rynku pozaaptecznym możemy kupić aż 50 leków przeciwbólowych zawierających paracetamol. Preparaty te są sprzedawane pod różnymi nazwami, a zatem ktoś, kto nie czyta ulotki nie dowie się, że kupując te leki zażywa tę samą substancję czynną. A to grozi zatruciem. Jeśli komuś wydaje się, że zatrucie paracetamolem nie może być groźne to przypominamy, że w zeszłym roku zdrowy 60 letni mężczyzna zmarł w Opolu po zatruciu właśnie tą substancja czynną.

Inne definicje
Co ciekawe, już sama propozycja zmian na rynku sprzedaży pozaaptecznej (MZ na razie nie podało konkretów) wywołała oburzenie organizacji zrzeszającej przedsiębiorców, którzy pretendują do roli eksperta w sprawie „dobra pacjenta”.
PASMI Polski Związek Producentów Leków Bez Recepty widzi w ograniczeniu sprzedaży leków bez recepty wręcz zagrożenia dla „dobra pacjenta”. Ewa Jankowska, prezes PASMI twierdzi, że w małych miejscowościach na wsiach sprzedaż pozaapteczna zapewnia pacjentom dostęp do leku w sytuacji nagłej gorączki, przeziębienia itp. Jednocześnie zapewnia, że ok. 90 proc. leków bez recepty kupowanych jest w aptekach i punktach aptecznych. Powstaje więc paradoks – 90 proc. leków pacjenci kupują w aptece, ale ograniczenie w sprzedaży leków w sklepie odetnie ich od leków. Coś tu nie gra.

Przedsiębiorcy i pacjenci
Swoją definicję „dobra pacjenta” posiada także Marcin Nowacki, wiceprezes Związku Pracodawców i Przedsiębiorców. On z kolei sugeruje, że w ogóle nie ma problemu ze sprzedażą leków poza aptekami. Nie przeszkadza mu fakt braku rejestru i w związku z tym brak możliwości skontrolowania placówek sprzedających leki poza aptekami. Skoro tak, to prawdopodobnie zdjęcia i nagrania Stowarzyszenia Leki tylko z Apteki, pokazujące jak leki są przechowywane w dyskontach obok… jedzenia dla zwierząt albo chemii gospodarczej, oraz film w którym sprzedawca w kiosku radzi dziewczynie pytającej o najmocniejszy lek na ból głowy: „ja po trzy, cztery naraz waliłem" (tabletek – przyp. Red.) jest „dobrem pacjenta”.

Tabloidy mają pożywkę
Jeden z tabloidów zarzucił Ministerstwu Zdrowia, że „ulega lobby aptekarskiemu, nie troszcząc się o zwykłych ludzi”, powołując się przy tym na argumenty… przedsiębiorców.
- Tabloidy żądzą się określonymi regułami  - przedstawione tam materiały niekierowane są bardzo często jedynie na wzbudzenie sensacji – mówi Milena Kruszewska, rzecznik Ministra Zdrowia. – Czytelnicy tego segmentu prasy są niestety narażeni na wprowadzające w błąd uogólnienia.


autor: Sybilla Walczyk
Źródło - magazyn "Moje Zdrowie".

Kopiuj tekst

Udostępnij

Urzędnicy legitymizują nielegalny obrót lekami

List OIA z Białegostoku do Ministra Zdrowia