By pozaapteczny był bezpieczny
By pozaapteczny był bezpieczny

By pozaapteczny był bezpieczny

Opublikowany

W resorcie zdrowia trwają prace nad rozwiązaniami, które mają „ucywilizować” pozaapteczny obrót lekami. Rozważane są przynajmniej dwie koncepcje

Ograniczenie pozaaptecznej sprzedaży leków może przynieść pacjentom wyłącznie korzyści. Skłonić, by w razie złego samopoczucia korzystali z pomocy lekarza lub farmaceuty. Podstawowe korzyści z takiego rozwiązania są dwie: po pierwsze – zostanie im postawiona diagnoza i rozpoczną właściwe leczenie, po drugie – zażywać będą te leki, które są im rzeczywiście potrzebne, zamiast „zajadać się” lekami, które mogą ale nie muszą im pomóc.

W interesie przedsiębiorców

Obecnie, gdy rynek farmaceutyczny ma wreszcie zostać uporządkowany, gdy ma zostać dokonany przegląd substancji, dawek i wielkości opakowań dostępnych poza aptekami, zaczynają się odzywać nawet kompletnie egzotyczne dla tego rynku organizacje, np. Związek Przedsiębiorców i Pracodawców. Zarzucając farmaceutom, że bronią swych korporacyjnych interesów, same występują wyłącznie w interesie przedsiębiorców
handlujących dziś lekami poza aptekami. Posługują się przy tym hasłem „dobro pacjenta” i chyba nie rozumieją (lub nie chcą rozumieć), że dobro pacjentów to nie to samo, co bardzo łatwy dostęp do wielu leków. Wspominamy o Związku Przedsiębiorców i Pracodawców,
bo w swym stanowisku odnośnie do pozaaptecznego rynku leków posługuje się kuriozalnym przykładem. Przyrównuje pozaapteczny obrót lekami do… sprzedaży drożdżówek w szkolnych sklepikach. „Odgórne, niczym nieuzasadnione zakazy urzędników
niczego nie zmienią. Dziwi mnie ta absurdalna dyskusja, w którą daliśmy się wmanewrować. Zapominano w tym wszystkim o zdrowym rozsądku – czy i w tej sprawie Ministerstwo Zdrowia chce powtórzyć kazus z zakazem sprzedaży drożdżówek w szkołach, z którego szybko się wycofało?” – taką wypowiedź prezesa ZPP Cezarego Kaźmierczyka cytuje na swojej stronie internetowej Związek. Wypowiedź, w której niemal każde słowo budzi wątpliwości − bo dzisiejszą dyskusję o uporządkowaniu pozaaptecznego rynku leków trudno nazwać absurdalną, co najwyżej o wiele lat spóźnioną; bo powinna odbyć się, gdy ten rynek powstawał, a nie teraz, gdy rozrósł się do wcześniej nieprzewidzianych granic. Jeśli chodzi zaś o zdrowy rozsądek, to właśnie teraz wraca, a zabrakło go wtedy.

Frontem do konsumenta

ZPP sformułowało to stanowisko przy okazji spotkania, które Związek zorganizował, a które nazwano seminarium eksperckim. Jacy to eksperci dyskutowali o pozaaptecznym rynku leków? Obok nazwiska prezesa ZPP wspomniana jest jeszcze tylko Olesia Frączek, wiceprezes Federacji Konsumentów, odwołująca się do raportu „Leki bez recepty”, przygotowanego jakiś czas temu przez tę instytucję. ZPP przytacza taką jej wypowiedź: „Nie ma obawy co do sprzedaży leków bez recepty w innych miejscach niż apteka”.

Rzeczywiście takim wnioskiem kończy się wspomniany raport, jednak jak pisaliśmy na naszych łamach, analizując zebrane przez Federację dane, doszliśmy do wręcz odmiennych wniosków. Z raportu wynika bowiem, że aż 63 proc. kupujących zawsze, prawie zawsze lub najczęściej decyduje o zakupie leku samodzielnie, bez konsultacji z lekarzem. A to oznacza, że ich dolegliwości nie są fachowo diagnozowane, co może skutkować zarówno
zażywaniem niewłaściwych leków, jak i ich nadużywaniem. Gdy kupują leki poza aptekami, nad ich wyborami nie czuwa też aptekarz.

Należy podkreślić, że osoby, dla których podstawowym miejscem zakupu leków są apteki, znacznie rzadziej kupują leki bez jakiejkolwiek fachowej konsultacji (połowa pacjentów), niż osoby, które kupują leki gdziekolwiek (dwie trzecie kupujących). Z raportu wynika też, że zakupu leków najczęściej nie konsultują z lekarzem te osoby, które kupują je najczęściej i są jednocześnie klientami sklepów osiedlowych, kiosków czy hipermarketów. Nie są to więc osoby rzeczywiście chore, ale takie, które bywają w miejscach, w których leki eksponowane są w ramach tzw. sprzedaży przykasowej.

Między innymi te dane skłoniły nas do sformułowania zupełnie odmiennych wniosków płynących z informacji zebranych przez Federację. Nie mieliśmy i wciąż nie mamy wątpliwości, że dostępność bardzo wielu leków poza aptekami, do tego w dużych opakowaniach, jest niebezpieczna zarówno dla poszczególnych osób, jak i z punktu widzenia zdrowia publicznego. Traktowanie Federacji Konsumentów jako eksperta w tej sprawie, a jej raportu jako rzetelnej analizy zjawiska jest więc nadużyciem.

Tymczasem według ZPP raport ten wystarcza, by napisać, że Ministerstwo Zdrowia i aptekarze odwracają się plecami do pacjentów, że Naczelna Izba Aptekarska forsuje rozwiązania, które oznaczają zamknięcie pozaaptecznego rynku leków. Pomysły NIA nazywa niebezpiecznymi i pisze o stratach konsumentów i przedsiębiorców, które będą efektem ich wdrożenia. W uzasadnieniu odwołuje się do kolejnego egzotycznego dla rynku farmaceutycznego organu – Krajowej Rady Izb Rolniczych, która ocenia, iż „ograniczenia mogą być niebezpieczne dla zdrowia i życia Polaków mieszkającychpoza miastami”.

Czytaj więcej w drukowanej wersji Magazynu Aptekarskiego.

Kopiuj tekst

Udostępnij

Spór o dystrybucję leków

Dyskonty spożywcze przegrywają w sądach spory o dystrybucję leków OTC. Sieci chciałyby traktować leki jak każdy inny towar i zaopatrywać się w nie w centrachdystrybucyjnych. Według GIF to łamanie prawa.